Witajcie!
Ćwiczę ostatnio portrety, bo jak niedawno pisałam, na początku sierpnia mam stać na jarmarku rękodzieła z moimi pracami. Jednym z punktów programu jest rysowanie portretów na żywca, czyli każdego, kto będzie miał na to ochotę. Robiłam takie akcje, ale bardzo dawno temu. W związku z tym wzięłam się ostro za ćwiczenie. Takie rysowanie to, jak sprint. Założyłam sobie, żeby zmieścić się z jednym w pół godziny. I jak na razie się udaje, ale... no mam jeszcze jedno ale, ponieważ nie potrafię usiedzieć na miejscu tylko w tzw. międzyczasie gdzieś chodzę: z pokoju do kuchni, albo do okna, albo sprawdzam wiadomości na telefonie... To trochę nie bardzo... Na szczęście jest jeszcze nieco czasu na ćwiczenia.
A to ostatnie "półgodzinne" portrety.
W komentarzach możecie napisać, co o tym wszystkim myślicie.
Udanego tygodnia, pozdrawiam!