Dzis pokaze, jaki sobie "zmajstrowalam" kalendarzyk kieszonkowy do torebki. Lubie miec w torebce kalendarzyk, najlepiej z duza iloscia miejsca na notatki. Coraz bardziej wciaga mnie zabawa z papierem, choc jestem mocno nieprofesjonalna ;) Kalendarzyk jest malenki i poreczny, zawiazywany na tasemke:
Na pierwszej stronie umiescilam kalendarium z kalendarza zrywanego z zeszlego roku (Zwykle na ostatniej stronie jest kalendarium na rok przyszly)
Natomiast miejsce na notatki zwija sie i rozwija jak harmonijka
Kalendarz powstal jako inspiracji w wyzwaniu
Klubu Tworczych Mam, do ktorego was serdecznie zapraszam, moze byc ciekawie :)
A teraz pora pokazac szbyciutko kartke dla Babci i Dziadka, zanim jutro poleci na poczte, mam nadzieje, ze zdarzy dotrzec na czas ;)
Tutaj aniolek usilowal juz wydostac sie na swiat przez okno ;)
Aniolek przepieknie spiewa- sama slyszalam ;) Trzyma tez w raczkach klucz wiolinowy, zatem zglaszam te kartke do wyzwania cyklicznego u
modrak Zmierz sie z motywem na bis
I na koniec optymistyczna opowiesc w ramach
Nominacji pozytywnych Mysli otrzymanej od Marysi z bloga
Atelier Marysi. W ramach tego wyroznienia trzeba podzielic sie na blogu optymistyczna hiistoria z wlasnego zycia i przekazac nominacje kolejnej osobie (osobom) Dziekuje za przyznanie mi wyroznienia Marysiu :)
Dziewiec lat temu moje zycie osobiste mialo sporo zawirowan, nie potrafiam sie w tym wszytskim odnalesc, nekala mnie pewna osoba, ktorej dawno juz w moim zyciu byc nie powinno... W ramach relaksu prowadzilam pogawedki na niemieckim czacie ,) I tak oto poznalam mojego meza (no ale o tym jeszcze wtedy nie wiedzialam zupelnie). Fajnie sie nam gadalo, okazalo sie, ze ma on ogromny motor, ktorym jedzi sobie w wolnej chwili. Jakis czas pozniej. w sumie nawet nie pamietam kto, rzucil propozycje, zeby on przyjechal tym motorem do mnie do Polski. Motor to KTM Adventure. Nie uwierzycie, ale ten szaleniec to zrobil! Ale jeszcze bardziej szalony byl pomysl, zebym ja wtedy tez wsiadla od razu na ten motor i pojechala do Niemiec razem z nim! No i na pewno nie uwierzcie w to, ze sie zgodzilam! Podroz zajela nam jakies trzy dni, dojechalismy pod Stuttgart do jego rodzicow... I tak to sie zaczelo... a co bylo potem to juz inna, zreszta tez optymistyczna historia ;)
Mam nadzieje, ze nagrode przyjmiecie ;)
Pozdrawiam!