Moi kochani, nasza podroz juz na finiszu. Jeszcze tylko jedno spotkanie przed nami. A zanim roztrzygnie sie dokad wyruszamy tym razem pora pokazac wasze brazylijskie sniadania. A w zasadzie tylko jedno sniadanie, bowiem znow do Brazylii udala sie z nami tylko Krysia z bloga
Creadiva. Dziekujemy, ze tak wytrwale podrozujesz z nami ;) Zobaczcie, jak kolorowo i wesolo bylo u niej.
A tym razem wybierzeny sie z Wiola do... Japonii. Po szalenstwach brazylijskiego karnawalu, chyba czas na nieco ascetyczna Japonie.
Japonia jestem zachwycoa od dziecka i po cichu skrycie marze, ze moze kiedys uda mi sie tam pojaechac naprawde.
A do mnie dzisiaj przyblyi goscie na sniadanie az z dalekiej Japonii:
Kazalam im sie rozgoscic. Mimo dwukrotnych prob japonskie ciasto miodowe kasutera niezbyt mi sie udalo. Moim dzieciom i gosciom mimo wszystko smakowalo. Zwlaszcza samotny ninja byl bardzo zainteresowany ciastem. (po przepis zapraszam
tutaj) Panie byly bardziej powsciagliwe i trzymaly sie nieco na uboczu. Zadowoleni byli tez z czarki zielonej herbaty macha.
Szydelkowe laleczki wykonalam szydelkiem nr 2,5 byly inspirowane drewnianym lalkami kokeshi. “Kokeshi charakteryzują się dużą głową z zaznaczonymi kreskami twarzy
oraz wąskim okrągłym tułowiem. Pochodzą zpółnocy Japonii. Ich początki
sięgają XVII wieku. “- z netu. Tradycyjne lalki byly wykonywane z drewna
dereniowego.
A jak wam sie podoba moja szydelkowa wersja?
Zajrzyjcie tez koniecznie po japonskie inspiracje do naszej gospodyni
Wioli, oraz do
tynki. A gdybyscie chcieli wziac udzial w mojej zabawie, to zasady udzialu znajdziecie
tutaj.
Zycze wam udanej niedzieli :)