Witajcie!
Dziś mam dla was recenzję książki "Nad Wełnem" Marii Różańskiej, do której przeczytania zachęciła mnie sama autorka podrzucając link do darmowego e-booka. Możecie go dostać tutaj:
link. Serdecznie dziękuję.
Jak niektórzy wiedzą, nie mieszkam w Polsce, dlatego chętnie przyjęłam propozycję przeczytania czegoś po polsku. Dodatkowo zainteresowała mnie książka, której akcja dzieje się zagranicą, główna bohaterka jest maniaczką szydełkowania i ma szydełkowego bloga. No prawie, tak, jak ja ;)
"Nad Wełnem" to unowoczęśniona wersja "Nad Niemnem". "Nad Niemnem" czytałam dawno temu, gdy przerabialiśmy tę pozycję w szkole. Muszę jednak napisać, że film "Nad Niemnem" pamiętam do tej pory i ogromnie lubię, więc cały czas miałam w głowie odniesienia oczywiście do niego.
No ale wracając do książki, to pozycja rzeczywiście jest bardzo zbliżona do pierwowzoru. Justyna Chorzelska mieszka w Anglii z chłopkiem Zygmuntem. Zygmunt jest grafikiem komputerowym, ale w sumie nie potrafi zagrzać miejsca w żadnej pracy, jest wiecznym marzycielem zależnym od matki. Justynie zaczyna to doskwierać, mimo to tkwi w tym związku z miłości. Dopiero zerwane zaręczyny otwierają jej oczy na przywary narzeczonego. W tym samym czasie poznaje przystojnego Jana, który okazuje się być czytelnikiem jej bloga :) Justyna postanawia przeprowadzić się do wujostwa i założyć własny sklep z włóczkami. Wszystko idzie prawie, jak po maśle z pomocą specjalistki od kreowania wizerunku i jej ekscentrycznego kuzyna. Tylko życie uczuciowe trochę "kuleje", ale i to nie na długo... Na bohaterkę bowiem czeka szczęśliwe zakończenie.
Książka liczy niewiele ponad 100 stron, więc można ją przeczytać szybko. Postacie są sympatyczne, Justyna nieco staroświecka w swoich długich sukniach i z szydełkiem w ręku, Jan kryształowy i zawsze uczciwy, wuj Benedykt jak zwykle pomocny i uczynny, ciotka Emilia stale chora... czyli to co znamy z pierwowzoru. Ale tak pewnie powinno być :)
Trochę nie rozumiem mimo wszystko, czemu książka odgrywa się zagranicą, przecież siłą pierwowzoru był sielski krajobraz litewski i przywiązanie do tradycji i Polski. Tu przywiązaniem do tradycji jest szydełkowanie? Tu też jako osoba szydełkująca mam nieco wątpliwości co do powstawania prac, narzuta ukończona w kilka tygodni??? Sklep założony w ciągu kilku dni? Czy towar miała tak na składzie? Nie musiała jechać do ZUS-u, Urzędu Skarbowego itp. Z pewnością, jako obcokrajowiec nie jest łatwo założyć własny biznes (coś o tym wiem), itd. zrobiło się trochę zbyt bajkowo...
Ciekawym dodatkiem jest wyciąg z bloga Justyny wraz z opisami prac szydełkowych.
Zapraszam was do zapoznania się z tą "lekturą":)