Wyjazd sie zakonczyl, urlop tez juz prawie u kresu. Wszystko, co dobre szybko mija... Pogode natrafilismy nawet calkiem, calkiem, jak popatrze, co sie u nas teraz dzieje, to nie mam, co narzekac. Ale teraz pora pokazac, co ze mna przyjechalo od rodzicow. Zaleta duzego kempingoweg samochodu jest to, ze mozna zmiescic w nim wiele. (Nastepnym razem tyle nie wezme, bo lecimy samolotem...) I choc absolutnie nie mialam czasu, zeby chodzic po pasmanteriach, to jednak sporo robotkowych atrakcji udalo sie przywiesc. Przyjechala ta oto walizka:
A w niej....
... moja maszyna do szycia!!!! Hurra! Marki Lucznik- teraz mozecie zgadywac ile ona ma lat i z tego wywnioskowac ile lat mam ja ;) Dostalam ja kiedys od babci-krawcowej i nawet nauczylam sie szyc najprostsze rzeczy. Babcia podarowala mi ja w nadzieji, ze przejme rodzinna tradycje szycia, chyba ten moment nadszedl. Gdy bylam u rodzicow akurat odwiedzila nas ciocia tez... krawcowa! Odpalila maszyne i wszystko dziala jak nalezy. Moja starsza latorosl ruszala pedalem i szyli, jak szaleni ;) Uszyli woreczek na buty :) Doswiadczone blogowe szyjace kolezanki- co mi radzicie uszyc na "pierwszy ogien"?
Poza tym przyjechaly te oto materialy prasowo-ksiazkowe:
Oraz moje bardzo dawne rysunki:
Rysunki w calosci pokaze wam w osobnym poscie.
A to juz zakup tutejszy, wczorajszy, z ktorego ma powstac bolerko na lato z krotkim rekawem:
Zabiore sie za to niebawem, moze sie wreszcie cieplej zrobi?
Dzis Dzien Dziecka spedzony w deszczu tutaj:
Wystawa dinozaurow! W sam raz dla moich urwisow!. Jeszcze na oslode deszczowego dnia dostali po kawalku przepysznego czekoladowego ciasta i teraz zadowoleni sobie smacznie spia :)
Wszystkim naszym milusinskim zycze: Wszystkiego najlepszego!